|
Tę szwedzką wyspę zamieszkałą, na co dzień, przez blisko 58 tys. osób, co roku odwiedza bez mała milion turystów. Przyciągają ich tutaj małe przycupnięte na brzegu osady rybackie, nieskażona surowa przyroda oraz panujący wokoło spokój. A na początku sierpnia barwny Tydzień Średniowiecza.
W Gdańsku, wraz z dwoma kolegami, wprowadzamy rowery na prom „Scandinavia” i wypływamy do Nynäshamn. W sakwach mamy ekwipunek biwakowy i niewielki zapas prowiantu. Następnego dnia, po przesiadce w Nynäshamn na prom Destination Gotland, docieramy do Visby. Przed nami siedem dni na wyspie.
Średniowieczna stolica
Visby, stolica Gotlandii, jest fascynującym miastem pełnym tajemniczych zaułków, wąskich uliczek i pięknych kamienic. Wieczorami rozświetlone knajpki i tawerny rozbrzmiewają gwarem, w powietrzu unosi się zapach pieczonej jagnięciny (tutejsza specjalność). Szczególnego kolorytu miasto nabiera raz w roku, na początku sierpnia, kiedy odbywa się Medeltidsveckan – Tydzień Średniowiecza. To zresztą zadecydowało o wyborze terminu naszej podróży (32 tydzień roku). Przybywają licznie zastępy rycerskie, właściciele kramów, grupy muzykantów i kuglarzy. Przez cały tydzień odbywają się turnieje, zawody strzeleckie, biesiady i pląsy. Wiele osób przebranych w średniowieczne stroje paraduje ulicami niczym na pokazie mody. Małe dzieci w zgrzebnych koszulkach śpią w drewnianych wózkach ciągniętych przez podobnie ubranych rodziców. Średniowieczne szaty nie przeszkadzają w korzystaniu z telefonów komórkowych i wyciąganiu pieniędzy z bankomatu, a nie z sakiewki.
Zabytkowe miasteczko otacza blisko 3,5-kilometrowy mur wysokości 11 metrów, z trzema okazałymi bramami i 36 wieżami. Fortyfikacja miała chronić mieszkańców zarówno przed najeźdźcami z zewnątrz, jak i przed buntującą się ludnością. Wszędzie widać czasy świetności tego hanzeatyckiego miasta, którego najstarsze budowle (albo ich ruiny) pochodzą z XII i XIII w. Najstarsza część Visby w 1995 r. znalazła się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO.
Po zwiedzeniu Visby, zakupie pamiątek na „średniowiecznym” targowisku i obejrzeniu turnieju łuczniczego wyruszamy wzdłuż zachodniego wybrzeża na północ, jadąc po niezbyt ruchliwych asfaltowych drogach i szutrowych traktach. Często spotykamy grupki cyklistów i wymieniamy przyjazne: „Hej!”. Po dwóch dniach jazdy i biwakach w malowniczych wioskach rybackich (okolice osad Ireviken i Ar) docieramy do Fårösund. Stąd, przez wąską cieśninę o takiej samej nazwie, przeprawiamy się promem na wyspę Fårö.
Urocza wyspa
Krajobraz tej małej wysepki, zwanej też Owczą, jest bardziej surowy. Niewielkie lasy sosnowe, karłowate krzewy i rozległe pastwiska, na których pasą się stada owiec. Charakterystyczny widok to także wiatraki i kamienne murki na granicach posiadłości. Zapewne piękno okolicy i klimat tajemniczości zdecydowały, że Ingmar Bergman w osadzie Hammars miał swój letni dom.
Wybrzeże Fårö jest bardzo zróżnicowane. W okolicy Sundersand znajdują się jedne z piękniejszych w Szwecji piaszczyste plaże, a pokryte kamykami brzegi rozciągają się w okolicy latarni morskiej Fårö fyr. W jej pobliżu rozbijamy namioty na nocleg. Usypia nas dobiegający z oddali jednostajny szum fal. Kolejny dzień przynosi nowe wrażenia. Cudem natury są kilkunastometrowe wapienne ostańce w kształcie maczug w rezerwacie Langhammars na północnym cyplu. W innym rezerwacie, w okolicy Gamlahamm, wyrzeźbione przez wiatr i wodę kamienne posągi wyglądają niczym zamarłe w bezruchu prehistoryczne stwory.
Wracamy do Visby
W drodze powrotnej z Fårö do Visby, jadąc wschodnim wybrzeżem, zwiedzamy niewielki skansen w Bunge – gospodarstwo, w którym można zobaczyć, jak żyli tutaj ludzie od XVII do XIX w. W małym porcie w Slite polecamy bar rybny – trafiliśmy na pyszne, pachnące flądry prosto z wędzarni.
Jeszcze jeden nocleg na brzegu malowniczej zatoki w okolicy Vike i zaczynamy kierować się do Visby. Przejeżdżamy przez centralną część wyspy, która jest zupełnie inna niż północna. Czasami przypomina polski krajobraz z polami buraków cukrowych i stadami pasących się krów. Ostatni nocleg spędzamy w miejscowości Romakloster w hoteliku typu bed&breakfast, aby na zakończenie zaznać nieco luksusu. Ale nie wysypiamy się – brakuje nam wieczornego szumu morza i promieni porannego słońca wpadających do namiotu.
Jadąc do Visby zaglądamy po drodze do kilku kamiennych kościołów. Na wyspie jest ich ponad 90. Budowano je w latach 1100-1350. Do roku 1250 w stylu romańskim, następnie w gotyckim (pierwsze drewniane kościoły powstały w XI w. po dotarciu na wyspę chrześcijaństwa). Dopiero w 1960 r. wybudowano pierwszy nowy kościół w Slite. W 1984 r. powstała fundacja mającą na celu konserwację i opiekę nad wszystkimi obiektami sakralnymi.
Huczny finał Medeltidsveckan
Po siedmiu dniach i objechaniu północnej części wyspy ponownie jesteśmy w Visby. Na zakończenie Tygodnia Średniowiecza oglądamy na błoniach finałowe walki rycerzy, a wieczorem bierzemy udział w wielkiej biesiadzie na rynku Starego Miasta, gdzie przy stołach zasiadło prawie 700 osób. Popijając winem pieczoną jagnięcinę oglądamy historyczne widowisko, okraszone występami skąpo ubranych tancerek i połykaczy ognia. A wszystko w rytm muzyki, którą z czasów swojej świetności dobrze zapamiętały zabytkowe kamienice i otaczające rynek budowle.
Po trwającej prawie całą noc zabawie, wsiadamy na prom Destination Gotland i po przesiadce w Nynäshamn na „Scandinavię” wracamy do Gdańska. Przywozimy bagaż pełen wrażeń i wspomnień oraz prawie 450 km w „nogach”.
GOTLANDIA Największa wyspa na Bałtyku, położona 90 km na wschód od Półwyspu Skandynawskiego. Długość – 176 km, szerokość –56 km, powierzchnia 3140 km2. Długość linii brzegowej (łącznie z wyspą Fårö) wynosi 800 km. Najwyższe wzniesienie – 83 m n.p.m. Ludność zajmuje się głównie rybołówstwem, rolnictwem, turystyką i rękodziełem. Pierwsze ślady osadnictwa pochodzą sprzed 7000 lat. Przez wieki panowali tu wikingowie, po nich Niemcy i Duńczycy, a od 1645 r. wyspa należy do Szwecji. Gotlandia ma największą w tym kraju liczbę dni słonecznych.
Tekst: Wojciech Choina
Zdjęcia: Włodzimierz Amerski, Wojciech Choina |