|
Kawa z ... Bożeną Korczak dyrektorem sanatorium Słowacki SPA w Busku Zdroju
- Busko winno odgrywać rolę perły w koronie polskich uzdrowisk choćby z racji tego, że występujące tu wody siarczkowo-siarkowodorowe posiadają takie właściwości lecznicze, które stawiają go w rzędzie unikalnych uzdrowisk w Europie. Z tego choćby powodu powinno się tu roić od zagranicznych kuracjuszy którzy zostawialiby pieniądze. Tymczasem jest ich tu tyle, co na lekarstwo.Dlaczego więc ta perła nie lśni pełnym blaskiem? - Jest co najmniej 21 powodów, podobnie jak w słynnej anegdocie o braku salw na powitanie Napoleona w jednym z miast. Po pierwsze – nie mamy armat..
- A tak konkretnie? - Zbyt wiele jest przeszkód krepujących nasz rozwój. Od choćby dobra droga z Krakowa gdzie jest najbliższe lotnisko. Już lepiej i szybciej po zakończeniu remontu E-7 będzie się można dostać do nas z Warszawy niż z Krakowa. Po drugie – jeszcze nie jesteśmy gotowi przyjąć bardzo wymagającego klienta. Mamy zbyt ubogą bazę zabiegową. Prowadzimy ciągłą modernizację ale dysponujemy znikomymi bądź bardzo ograniczonymi środkami. Myślę, że dopiero po zakończeniu tych prac będziemy w stanie sprostać wymaganiom tej zwiększającej się z roku na rok grupy klientów pełnopłatnych nie tylko z Zachodu ale także, ze Wschodu, i z Polski, bo oni stanowią już coraz liczniejszą grupę kuracjuszy. Dziś jeszcze nie jesteśmy w stanie zagwarantować im pełnej oferty, dopasować ją do różnorodnych oczekiwań. Aby przyciągnąć do Buska coraz większą grupę kuracjuszy komercyjnych konieczne jest zapewnienie takiego pakietu usług który zapewni nie tylko wykorzystanie unikalnych walorów uzdrowiska ale także zapewni usługi dodatkowe związane z pielęgnacją, relaksem, ukierunkowanym np. na stosowny wysiłek fizyczny leczeniem tzw. chorób cywilizacyjnych. W naszym sanatorium w większości oferujemy już tego rodzaju usługi ale wciąż jeszcze musimy doskonalić ofertę, dbać o to aby dysponować coraz nowocześniejszymi urządzeniami zabiegowymi.
- Pani sanatorium to jedna z nielicznych placówek tego typu zarządzanych przez spółkę osób prywatnych.Jak dotąd mamy w Polsce tylko jedno sprywatyzowane uzdrowisko – Nałęczów i tutaj widać już ogromne zmiany na plus. Tymczasem pozostałe, aby sprostać regułom konkurencyjnego rynku i dostosować swą działalność do europejskiego poziomu wymagają poważnego wsparcia kapitałowego. Wydatki na modernizację i konieczne inwestycje szacowane są, na co najmniej 1,3 mld zł Tego zaś trudno oczekiwać od państwa. Przeciwnie, z każdym rokiem zmniejszają się dotacje, co jest wyraźnym sygnałem, iż trzeba się liczyć z faktem,że gospodarka rynkowa wymusi ich samofinansowanie. Pytanie – kto i na jakich zasadach zainwestuje w sektor sanatoryjno-uzdrowiskowy? - To nie jest prosta odpowiedź. Pewne jest tylko jedno. Za usługi które świadczą spółki bądź państwowe przedsiębiorstwa uzdrowiskowe i za które płaci im NFZ przy obecnym poziomie wyceny, nie ma mowy o finansowaniu własnych inwestycji. Myślę, że jedynym rozwiązaniem tego problemu jest prywatyzacja naszych uzdrowisk bo na zmiany systemowe w lecznictwie sanatoryjnym i uzdrowiskowym przyjdzie nam jeszcze z różnych powodów zapewne poczekać. Przykład Nałęczowa jest rzeczywiście pouczający, ale i u nas w Busku można znaleźć podobny ,choć na mniejszą skalę. Do niedawna jedynym dysponentem i dystrybutorem zasobów wód siarczkowych było PP Uzdrowisko- Busko- Zdrój. Wydobywano ograniczone ilości tych wód z pokładów dobrze już wyeksploatowanych, a i oni nie zrobili nic aby pozyskać nowe źródła. Brak dostatecznej ilości tych wód ograniczał, wręcz uniemożliwiał dalszy rozwój naszego uzdrowiska, jego zdolności leczniczych. Nie było, więc sensu inwestować w rozwój bazy, kiedy brak było najważniejszego - wystarczającej ilości wody siarczkowej. Zjawił się inwestor prywatny, przeprowadził badania, wykonał odwierty i okazało się, że wody leczniczej będziemy mieć pod dostatkiem. W tej chwili mamy więc drugiego dystrybutora – prywatnego i myślę, że teraz kiedy zadziałało prawo wolnego rynku, to w ten sposób usunięto jeden z największych hamulców rozwoju uzdrowiska i Busko powinno wykorzystać swą szansę. Już zresztą ruszyła rozbudowa istniejących sanatoriów do tej pory branżowych...
- Słowacki przed prywatyzacją był niewielkim sanatorium mieszczącym się w starych, zaniedbanych budynkach, a dziś jest nowy centralny budynek, trwa remont drugiego budynku hotelowego, a wiosną mają rozpocząć się prace przy budowie basenu, sauny. Waszą niewątpliwą zaletą jest fakt, że wszystkie zabiegi wykonywane są na miejscu a oprócz zabiegów leczniczych dostępne są również usługi SPA bez których dziś żadne uzdrowisko nie może liczyć na zagranicznych kuracjuszy czy turystów. - Nie tylko zagranicznych – coraz większa jest grupa krajowych klientów. Ostatnie lata przyniosły wyraźne zróżnicowanie klientów obiektów sanatoryjnych. Jedni to tradycyjni kuracjusze kierowani i finansowani przez NFZ, drudzy to klienci komercyjni, a wśród nich coraz większą grupa tych którzy nie są zainteresowani klasycznym, wielodniowym leczeniem sanatoryjnym ale oczekują na wysokim poziomie usług związanych z pielęgnacją, relaksem, odpoczynkiem w zakresie fitness, leczeniem tzw. chorób cywilizacyjnych itp. W naszym sanatorium staramy się stworzyć dla tych klientów taki wszechstronny i atrakcyjny pakiet usług. Oczywiście ci klienci mają wyższe wymagania zarówno co do standardu bazy hotelowej, żywienia czy oferty usług, sprzętu rehabilitacyjnego, kwalifikacji personelu, a także gwarancji odpowiedniej do odpoczynku czy leczenia atmosfery. Na tych usługach uzyskuje się wyższą rentowność, a uzyskane w ten sposób środki służą do zapewnienia wyższego standardu bazy hotelowej, wyżywienia czy wyższej jakości usług dla wszystkich klientów. Nasza ogromna zaletą jest to, że jesteśmy niewielkim sanatorium( obecnie 120 miejsc, po rozbudowie 150) mającym swój klimat gdzie każdy pacjent jest rozpoznawalny, i nie jest jednym w wielkim tłumie kilkuset. My możemy znacznie szybciej poznać jego potrzeby i dostosować się do tych wymagań. Jeśli ktoś nie może np. czegoś jeść, to można mu przygotować to co lubi, gdy jest zaziębiony to lekarz może zaaplikować mu np natychmiastowe skorzystanie z biotronu. U nas nie ma tej administracyjnej machiny, który pacjent musi przejść od wizyty u lekarza przez biuro planowania usług. Wszystkie zabiegi są w obrębie jednego ośrodka, a to jest ważne.
- W państwowych sanatoriach zabiegi dla kuracjuszy kończą się zazwyczaj w porze obiadu, a najpóźniej o godz. 15, a u Was, byłem mocno zdziwiony, trwają do późnego nieraz wieczora. Rozsądek czy nadgorliwość? - Mieliśmy dylemat: czy nowoczesne urządzenia na zakup których dostaliśmy dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej miały być wykorzystane tylko przez kilka godzin czy też wydłużyć czas pracy. Uznaliśmy, że pierwsze rozwiązanie byłoby marnotrawstwem czasu u pieniędzy. Zmieniliśmy czas pracy personelu z 8 na 12 godzin pracy i 24 wolnego. W ten sposób możemy wykonywać więcej zabiegów w tym również odpłatnych na które jest coraz większe zapotrzebowanie. Każdy nasz klient może zapoznać się z cennikiem poszczególnych zabiegów i ewentualnie za zgodą lekarza wykupić sobie dodatkowe. Korzystają też z ich ci, którzy przyjechali do Buska prywatnie na leczenie i mieszkają poza naszym sanatorium.
- Przez trzy tygodnie pobytu w Busku spotkałem zaledwie kilkoro osób z zagranicy, którzy przyjechali tu na kurację. Dlaczego jest tak małe zainteresowanie leczeniem w uzdrowisku które dysponuje tak wielkimi walorami leczniczymi? Dlaczego, pani zdaniem, Busko jest wciąż tak mało znane w Europie? - Brak nam jest mocnej reklamy. I nawet gdybyśmy wspólnie z innymi ośrodkami wysupłali na to jakiejś środki byłyby one zbyt mizerne aby przynieść efekt. Niezbędne byłoby pozyskanie większych środków z krajowego funduszu promocji lub środków z Unii Europejskiej. Ale to tylko jedna strona medalu. Aby sprostać konkurencji na współczesnym rynku europejskich usług uzdrowiskowych trzeba być przygotowanym na to, aby dać pacjentowi to, czego on oczekuje, a nie to, co my dzisiaj możemy lub chcemy dać. Ten model działalności wprowadzono już w wielu krajach europejskich.
- To prawda, tyle tylko, że u podłoża tego problemu jest wciąż brak środków na modernizację i rozwój i ukształtowanie współczesnego modelu działalności uzdrowisk. Pani również natknęła się tu na minę… - Pierwszy obiekt hotelowy wybudowaliśmy z kredytu bankowego. I teraz obciążenia kredytowe pogrążają firmę. Staraliśmy się uzyskać wsparcie ze środków Unii Europejskiej. Z programu wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw, nie otrzymaliśmy dotacji na rozbudowę sanatorium, gdyż wówczas preferowane były inwestycje w innowacyjne technologie. Uznano, że nie ma potrzeby inwestycji w bazę hoteli i uzdrowisk. Gdyby udało nam się uzyskać dotację w wysokości 1,5 mln zł to sposobem gospodarczym moglibyśmy szybko powiększyć naszą bazę, stworzyć lepsze warunki dla kuracjuszy z kraju i zagranicy. Przy własnych środkach i wsparciu kredytów przez banki, nasze dążenia do zapewnienia wyższego standardu i rozwoju bazy przeciągną się, na co najmniej 10 lat. Składamy więc nowy wniosek tym razem do Urzędu Marszałkowskiego licząc na środki z programu rozwoju regionalnego. Może tym razem będzie inaczej...
- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Leszek Wyrwicz
|