|
Bąblowica – to śmiertelne niebezpieczeństwo Zbiór jagód, borówek i innych leśnych owoców może grozić zarówno zbieraczom jak i kupującym śmiertelnym niebezpieczeństwem. I nie ma w tym przesady. Liście i owoce leśne mogą być, bowiem zainfekowane kałem lisów zawierającym jajeczka śmiertelnie niebezpiecznego pasożyta- tasiemca lisiego.
Występowanie tego rodzaju tasiemca po raz pierwszy potwierdzono przed kilkoma laty, ale jeszcze do niedawna był mało rozpowszechniony. Dziś okazuje się, że w Niemczech zarażonych jest już 80 proc lisiej populacji, a w Czechach na początku lata objawiono kolejne przypadki zakażenia ludzi.
Choroba nazwana została Echinokokoza, po polsku – bąblowiec, a wykryte przypadki w Czechach są świeżej daty. Jeśli tą chorobę się leczy zawsze kończy się śmiercią –powiedział czeskiej prasie dr Oleg Ditrich z Instytutu Pasożytów Akademii Nauk w Czeskich Budziejowicach. W tym kraju weterynarze uprzedzają, aby ludzie, którzy zbierają leśne owoce, zawsze myli je pod silnym strumieniem wody, a przede wszystkim przestrzegali higieny i starannie myli ręce. Najlepiej zaś jest konsumować leśne owoce po poddaniu ich obróbce cieplnej w temperaturze minimum 60 st. C- przestrzegają lekarze
Tymczasem w Polsce już w 1994 r. wykryto pierwszy przypadek bąblowca u lisa w woj. pomorskim. Kolejne badania wykazały jego powszechne występowanie w woj. Warmińsko-mazurskim i podkarpackim. W 2006 r., według danych olsztyńskiej stacji sanitarno-epidemiologicznej wykryto tam 10 przypadków zachorowań u ludzi. Lisów.
Z informacji opublikowanych na stronie Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie wynika, że rocznie rozpoznaje się w naszym kraju kilkadziesiąt zachorowań na bąblowicę (w 2008 roku – 28 zachorowań, w 2007 roku – 40, w 2006 roku – 65). Przeprowadzane w ostatnich latach na terenie kraju badania lisów w kierunku zakażenia tasiemcem wielojamowym wykazały znaczne zróżnicowanie stopnia zakażonych zwierząt. W niektórych powiatach woj. warmińsko-mazurskiego odsetek ich sięgał 70 proc., w woj. podkarpackim - 56 proc., w woj. małopolskim – 20 proc, (w pow. nowotarskim). Najniższe wskaźniki zanotowano w zachodnich rejonach Polski.
Nosicielami tego pasożyta są leśne zwierzęta mięsożerne, głównie lisy. Bąblowce przenosić mogą także psy i koty. Człony tasiemca i jego jaja są przez zwierzęta wydalane na leśne runo i pozostają na jagodach, poziomkach, grzybach, trawie. Gdy te zjedzone zostają przez myszy, nornice i szczury, w jelitach gryzoni wylęgają się larwy, przedostają do krwi, potem do wątroby, gdzie przechodzą przekształcenie w kolejną formę rozwojową. Jeśli gryzonia zje teraz lis, w jego organizmie larwa zamienia się w tasiemca i cykl się zamyka. Człowiek zaraża się niejako przy okazji, jedząc niemyte jagody i owoce leśne (poziomki, borówki, maliny itp.), do których mogą być przyczepione jaja bąblowca. Larwa tasiemca wieńcogłowego osiedla się w narządach wewnętrznych człowieka, dając objawy kliniczne guza (torbieli). Torbiele rozwijają się najczęściej w wątrobie, płucach i mózgu, ale mogą tworzyć się także w nerkach, śledzionie, kościach i oku” – piszą na stronie internetowej
Bąblowiec jest niezwykle agresywnym pasożytem. Jego larwy po dostaniu się do organizmu wybierają najważniejsze części ciała człowieka: wątrobę (w ponad 90 proc. przypadków), płuca i mózg i tam się zagnieżdżają. Wokół larw tworzy się torbiel, która powiększa się i uciska sąsiednie tkanki. Bąblowica wielojamowa przez ok. 10-15 lat nie musi dawać objawów. Pasożyt latami rozmnaża się i rozprzestrzenia na inne narządy (do płuc i mózgu), dając przerzuty jak rak. Pęknięcie torbieli można nawet przypłacić życiem. Pojawiają się wtedy silne wymioty (mają postać wodnistego płynu) i ostry kaszel.
Bąblownica jest chorobą niezwykle niebezpieczną i niestety zbyt powszechnie lekceważoną. Wystarczy tylko poczytać wypowiedzi na forach internetowych –sprowadzające się najczęściej do tego, że „są to strachy na Lachy albowiem od lat jadam jagody, poziomki prosto z krzaczka i nigdy nie chorowałem, podobnie jak wcześniej moi rodzice” albo: „ pisanie o tym ma za zadanie napędzać ludzi, a zwłaszcza rozhisteryzowane mamusie do lekarzy”. Taki właśnie stosunek do niebezpieczeństwa, jakie niesie ta pasożytnicza groźna choroba jest przerażający. Nie oznacza to rzecz jasna, że wszyscy mogą zachorować na bąblownice, ale ignorowanie podstawowych zasad higieny zwiększa ryzyko zachorowania. Pamiętajmy także o tym, że rozpoznanie tej choroby jest stosunkowo niedawne, a sam jej proces rozwoju może trwać wiele lat zanim wystąpią jej symptomy bardzo często też nie od razu rozpoznawalne. W Europie była już przyczyną zgonu wielu ludzi znacznie więcej niż choroba wściekłych krów i wścieklizna razem wzięte. U człowieka choroba najczęściej umiejscawia się w wątrobie, płucach o mózgu. Człowiek najczęściej zaraża się przez bezpośredni kontakt z sierścią psa(nieumyte ręce) lub poprzez spożycie nieumytych owoców leśnych. Jak powiedział dziennikowi „Fakt”prof. Jerzy Konar z Głównego Inspektoratu Sanitarnego –„Koledzy z Wojskowego Instytutu Higieny przebadali kilkadziesiąt słoików zakupionych jagód i w co drugim były jaja bąblowca” To prawda, że część z nich mogła być nieaktywna, ale ryzyko zakażenia jest duże.Dlatego właśnie winniśmy nie tylko coraz więcej wiedzieć o niebezpieczeństwie, jakie niesie ze sobą ta choroba, a zarazem przestrzegać podstawowych wymogów higieny by w porę jej zapobiec.
W tym celu lekarze zalecają przede wszystkim:
- regularnie odrobaczy wiać domowe psy i koty,
- nie głaskać wałęsających się bez właścicieli czworonogów,
- po powrocie z grzybobrania, zbierania jagód, a nawet leśnej wędrówki dokładnie umyć ręce w ciepłej wodzie,
- leśne owoce przez zjedzeniem umyć pod strumieniem bieżącej, ciepłej wody,
- zawsze przed jedzeniem starannie myć owoce i warzywa.
|